Copywriter – teksty na wagę złota

Blog prawdziwego copywritera!

Ile zarabia korektor tekstów?

with 2 comments

Witaj drogi czytelniku. Dzisiejszy wywód mam zamiar poświęcić mojemu koledze po fachu. Otóż parę dni temu miałem okazję znaleźć w sieci pewien artykuł, który możesz przeczytać tutaj. Ma on już swoje lata (tekst, nie autor) ale przeszedł jakoś tak bez echa. Czyżby wszyscy zgodzili się z tymi opiniami? O nie! Co to, to nie!

Ale od początku, bo może przyda się raz, ale konkretnie, to powiedzieć. Dziennikarz nie jest korektorem. Copywriter też nie jest korektorem. Ba! Nawet redaktor naczelny, redaktor kreatywny czy prowadzący też nie są korektorami. I nikt przy zdrowych zmysłach tego od nich nie oczekuje – oni mają być dobrzy w czym innym, a korektę zostawia się… korektorom właśnie.

Bardzo trafna opinia. Zgadzam się z nią w 100%. chciałbym dodać jednak parę gorszy od siebie. Cóż to za redaktor, copywriter, czy inny dziennikarz, który nie podda swojego tekstu pod korektorskie pióro? Myślę, że powinni to zrozumieć wszyscy Ci, którzy pałają się tym zawodem. Nie ma sensu w tej kwestii ze sobą konkurować.

Wydawałoby się, że jest to tak oczywiste, że aż bezdyskusyjne. Wydawałoby się. Czasem obserwuję wpisy pod swoimi (i nie tylko) postami na forach, blogiem i innymi luźno rzuconymi w przestrzeń netu myślami, które w niemiłosiernie martyrologiczno/patriotycznym tonie nadymają się np. tak: „jest wyrazna roznica, panie dziennikarzu. I smieszno, i straszno.” (pisownia oryginalna prof miodkowa – tak, nazwisko też sama napisała małą literą, to nie moja złośliwość) albo tak: „“tę regułę”, “tę nazwę”. I autor śmie się nazywać copywriterem/redaktorem?…” – oba wpisy pod tekstem „Odbyt. Nieruchomości” z tego bloga. Oba z mojego punktu widzenia: kompromitujące. Kompromitujące ich autorów, którym brakuje podstawowej wiedzy, kim jest dziennikarz, kim copywriter, a kim korektor. Cóż, bywa, w końcu krowy od byka też niektórzy odróżnić nie potrafią.

Znowu muszę się z tymi twierdzeniami zgodzić. Tu jednak nasuwa mi się bardziej brak kultury. Ktoś piszący takie odezwy musi być bardzo zdesperowaną osobą. Nie ma się więc czym przejmować! Z takiego kogoś nigdy dobry korektor nie będzie. Człowiek wykształcony powinien mieć ogromną pokorę do swojej wiedzy. Gnojenie innych za popełniane błędy to droga do piekła. Zresztą ja z takim kimś nie chciałbym współpracować.

Ale dochodząc do sedna. Nie jestem korektorem. I dzięki Bogu! Korektorzy zarabiają mniej, a nawet dużo mniej od dziennikarzy, copywriterów czy redaktorów. Ba, nawet nie są wymieniani w analizach zarobków w mediach, np. tutaj:
przykłady zarobków w mediach
Co ciekawe, nie uwzględniono ich też w zestawieniu zarobków w reklamie:
przykłady zarobków w reklamie
Skąd więc tak notoryczne mylenie pracy pismaków i reklamiarzy z korektorami, skoro oni nawet nie są zaliczani do tej samej branży?

Z tym akurat kompletnie się nie zgodzę. Jest wiele zawodów, które nie są wymieniane w tych rankingach. Nie oznacza to, że w ogóle nie istnieją. Po prostu większość ludzi wykonuje je na czarno :). Oczywiście to tylko jeden z powodów. Istnieje ich znaczenie więcej ale nie o nich traktuje ten wpis.

Mimo to zróbmy małe porównanie opierając się na powyższych źródłach. Copywriter zarabia średnio 7200 brutto (mediana). Dziennikarz bardzo różnie, ale w Wawie, na przykład w Wyborczej jest to 3800-6800 netto. Redaktor na przykład w „Polsce” to 5000-9000 brutto. A korektorzy? Niestety jedyny trop na jaki trafiłem (jeśli ktoś ma lepszy, proszę się podzielić), mówi że: „1250 zł – pensja miesięczna korektora w wydawnictwie naukowym” (źródło: link).

Znowu się nie zgadzam. To że autor trafił na takie informacje nie oznacza, ze korektorzy tyle zarabiają. Chyba, że są to marni korektorzy. W każdym zawodzie istnieją Ci lepsi i Ci gorsi. Mój korektor zarabia znacznie więcej niż 1250 zł. Tyle to dostaje za tydzień. W zależności od ilości zleceń jego gaża wynosi 4000-5000 zł. Oczywiście jest to mniej od copywritera, czy redaktora. Mimo wszystko, jak już wspomniałem wcześniej, każdy pisamk winien mieć swojego korektora. Dlatego praca przy poprawianiu błędów wydaje się być opłacalna. Myślę, że usługi tego typu staną się z biegiem lat bardziej popularne.

Wniosek nasuwają się sam. Po pierwsze – cieszę się, że nie jestem korektorem. Po drugie – korektorom szczerze współczuję, bo widocznie za grosze robią ważną robotę. Natomiast – po trzecie – najbardziej współczuję wszystkim tym, którzy w aktach desperacji poprawiają błędy stylistyczne i ortograficzne na blogach i forach. Nie dość, że perspektywy zarobków na tym stanowisku niespecjalne to jeszcze… najwyraźniej bezrobotni, skoro nie mają niczego lepszego do roboty, jak korygowanie internetu za darmo. Oj biedne wy, biedne prof. Miodkowe, już pożałuję was bidulinki, pożałuję, skoro nikt inny tego nie robi…

Konkluzja wydaje się być nietrafiona. Jedynie z punktem trzecim mogę się w niej zgodzić i to tylko po części. Rozumiem jednak autora choć uważam, że zaprezentował zachowanie podobne do jego wcześniejszego „oprawcy”. Musiała go ta wypowiedź bardzo wzburzyć. Nie wolno na podstawie braku rzetelnych informacji wysnuwać takich wniosków. Nie wolno również dokuczać innym.

Moja konkluzja jest następująca. Korektor i kopirajter źle się zachowali. Należy im się po sto batów!

Na koniec napiszę, że bardzo podoba mi się blog mojego kolegi po fachu. Obiecuje zaglądać na niego regularnie i nie zgadzać się z ewentualnymi tezami na nim zawartymi.

Advertisements

Written by kopiarz

Luty 22, 2011 @ 10:09 am

Napisane w Inne tematy

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Hejka, hejka! Skoro ktoś mnie cytuje w swoich wpisach, to aż wstyd nie odpowiedzieć 🙂 Faktycznie cytowany wpis ma kilka lat, więc odnoszenie się do niego z takim opóźnieniem z NOWYMI przykładami zarobków jest chyba jednak nietrafione. Sam też dziś zarabiam lepiej niż gdy pisałem tamte słowa.

    Ale co do clou: osobiście przy wszystkich komercyjnych zleceniach współpracuję z korektą – mogę nawet podać namiar, bo polecam. Nie zmienia to jednak sedna wypowiedzi: nadal nie widzę najmniejszego sensu w wyszukiwaniu błędów w czyichś wpisach na luźnym blogu czy forum. Bo jakby chciało się być bardziej papieskim od papieża, to i SMSy przydałoby się oddawać do korektora – bez sensu trochę 🙂

    A styl? Że emocjonalny? Przecież to blog! 🙂 Na blogach pisze się tak jak się gada – jakbym miał zamiar blogować wypraną w kurwienia literacką polszczyzną to pewnie o dofinansowanie bloga do Ministerstwa Oświaty musiałbym się zgłosić 🙂

    Pozdr!

    Banasik

    Luty 22, 2011 at 11:20 am

  2. Witaj Tomku. Cieszę się że odpisałeś. Dziękuję również za propozycję namiaru ale ja już mam kompetentną osobę w tym fachu. Musze więc podziękować.

    Ja też nie widzę sensu w wytykaniu komuś błędów. Takie postępowanie źle świadczy o człowieku.

    Natomiast w kwestii bycia bardziej papieskim od papieża należy się pewne uściślenie. Tekst ma to do siebie, że albo jest poprawny pod względem językowym albo nie. Nie ma się co tutaj oszukiwać. Dlatego każdy redaktor, dziennikarz i copywriter powinni mieć swojego korektora. Ty masz, więc jesteś po jasnej stronie mocy. Niech się inni uczą.

    Może to i śmieszne ale niektóre SMS-y wypadałoby oddać do korekty. Z pewnością zdarzyło Ci się takie „kwiatki” dostawać. Nie ma sensu jednak popadać w paranoję.

    No to tyle z mojej strony.

    3maj się!

    Kopiarz

    Luty 22, 2011 at 11:43 am


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: